27-28 czerwca 2024 r.

W czwartek z samego rana wypłynęliśmy z Malborka. Był to najdłuższy i najbardziej męczący odcinek jaki pokonaliśmy. Podróż trwała 7 godzin i pokonaliśmy 52 km. Był to też najbardziej gorący dzień od początku wyprawy, termometr na łodzi wskazywał 36 stopni… Bardzo staraliśmy się zapewnić Ajrze choć trochę cienia. Jesteśmy już nieco znużeni bowiem przez zmianę planów dotyczących Wisły Nogatem płyniemy ponownie. Krajobraz jest monotonny i doskwiera nam przeraźliwy upał. Po dopłynięciu do Zalewu Wiślanego weszliśmy na Szkarpawę, kolejną odnogę Wisły. Praktycznie Nogat i Szkarpawa uchodzą do Zalewu w jednym miejscu, w niewielkiej zatoce. Ostry skręt na zachód i Szkarpawa. Głębokość w nurcie na Nogacie i Szkarpawie bardzo przyjemna 2,5 – 3 m. Bliżej brzegu ok 2 m Szerokość toru nie mniejsza niż 30 m a często i dwukrotnie większa. Roślinność wodna tylko przy brzegach. Ani razu nie musieliśmy czyścić śruby.

Po drodze nie ma miejsca na odpoczynek czy obiad. Śluzowanie poszło nam bardzo sprawnie (wykonane z wyprzedzeniem telefony). W dwóch śluzach na Nogacie- Rakowcu i Michałowie byliśmy sami. Problemem okazał się żółty most w Rybinie na Szkarpawie – tuż przed samą mariną. Most otwierany jest tylko w określonych godzinach i nie ma szansy na okazyjne otworzenie. Jeżeli nie dopłynie się do niego w odpowiednim czasie niestety trzeba czekać. Prześwit wynosi zaledwie 1,8 m. W publikacjach jest podane 2,5 ale nie wiemy skąd te informacje). Zabrakło nam ok 0,5 m. Byliśmy już tak zmęczeni, że podjęliśmy decyzję o złożeniu cabrio i przeciągnięciu łodzi pod mostem. W trakcie przeprawy mijało nas kilku niedowiarków ale ostatecznie udało się. Tym samym zyskaliśmy prawie 1,5 godziny. Oczekiwanie w pełnym słońcu na przeprawę gdy na wyciągnięcie ręki mamy przystań byłoby najzwyklejszą torturą. Przeprawę pod mostem wykonaliśmy po wyznaczonym torze wodnym, można próbować przejść pod lewym przęsłem, gdzie prześwit jest nieco większy ale tor jest całkowicie zarośnięty i chyba zbyt płytki jak dla nas. Na to rozwiązanie decydują się czarterowcy.

Od 15 kwietnia do 15 października most jest otwierany dla ruchu wodnego w następujących godzinach: 8,9,11,12,13,15,17,19,20,21:30. Żadne prośby i błagania nie pomogą – nie otworzą mostu w innym czasie ze względu na duży ruch drogowy.

W Rybinie mamy do dyspozycji trzy przystanie. Zaskakujące prawda? Wcześniej posucha a tu nagle wysyp – do wyboru co kto lubi. My stajemy w przystani na Szkarpawie bowiem podejście nie jest tak bardzo zarośnięte. Przystań może pomieścić kilka sporych łodzi, cumujemy do nabrzeża. Miejsce przystosowane jest również dla statków pasażerskich więc wysokie brzegi uzbrojone są w duże odbijacze, co zabezpiecza łodzie ale bardzo utrudnia nam wyjście. Ajra by wyskoczyć musi być ubezpieczana przez nas oboje. Na terenie przystani znajdują się zadaszone wiaty dające tak potrzebny cień, ławeczki, na słupkach jest prąd i woda. Tuż obok jest zagospodarowana plaża z zejściem do wody. Ajra szaleje 🙂 Toalety są otwarte do 20, później do dyspozycji jest toj toj. Przy wyjściu z przystani znajduje się sklepik oraz pole kampingowe, gdzie również można zacumować. Naszą łodzią moglibyśmy stanąć tylko przy wejściu. Bar, o którym piszą przewodniki już niestety nie funkcjonuje. Kolejna przystań zlokalizowana jest już po skręceniu ostro w prawo przed naszą mariną w Wisłę Królewiecką – Ludek Czarter. Jest bardzo kameralna i ma całe potrzebne zaplecze. Być może tam właśnie zatrzymamy się w drodze powrotnej. Mija 24 dzień rejsu i załogant ma bad day. Kapitanowi podoba się wszystko.
W piątek 28.06 mamy do pokonania mniejszy dystans, zaledwie 23 km. Mamy w planach postój w Drewnicy gdzie do zwiedzenia jest zabytkowy wiatrak koźlak, odpocząć można w tawernie ”Szkarpawianka” gdzie serwują ponoć pyszne pierogi z jagodami. Plany zmieniamy bowiem zewsząd atakują nas komunikaty od nadchodzących burzach i postanawiamy płynąć dalej. Atrakcje zobaczymy w drodze powrotnej.

Dzwonimy na śluzę Gdańska Głowa i okazuje się, że zostaniemy ześluzowani w ostatniej chwili bowiem mamy cofkę i podnosi się poziom wody w Szkarpawie. Wpływamy na Wisłę, która ma tutaj wartki nurt i płyniemy jakieś 5 km do kolejnej śluzy. Wisła w tym odcinku jest bardzo majestatyczna, szeroka na 300 m, wskaźnik pokazuje do 10 m głębokości. Ostrogi są małe, można bezpiecznie płynąć prawie całą szerokością i podziwiać. Szkoda, że tak krótko i dopiero tu jest bezpieczna.

Na „skrzyżowaniu” skręcamy w lewo – przed nami potężna śluza Przegalina, oddzielająca Wisłę od Wisły Martwej. Wpływamy i rozpoczynamy wszystkie „śluzowe” czynności – kiedy jesteśmy gotowi ku naszemu zaskoczeniu wrota po drugiej stronie już się otwierają. Nie odnotowaliśmy żadnej zmiany poziomu! Obsługa informuje nas, że jest to śluza głownie przeciwpowodziowa, która chroni Gdańsk przed wielką wodą – po wpłynięciu mogliśmy płynąć, w międzyczasie dokonać opłaty i spokojnie wypłynąć:) Wymiary śluzy: szerokość komory 12 m, długość całkowita 214 m. Przed nami ostatni odcinek. Tuż za śluzą po ostrym skręcie w lewo i po około 2 km i docieramy do Mariny Błotnik. Na tym odcinku obowiązują już morskie oznaczenia nawigacyjne. To nowoczesna przystań na kilkadziesiąt jachtów, z całym niezbędnym zapleczem. Cumowanie na Y-boom’ach, Jest to jeszcze obszar Gdańska ale nie ma w pobliżu baru, restauracji czy sklepu poza małym barkiem w marinie, który właśnie był zamykany przed 15. Dzięki uprzejmości Pani, która otworzyła go specjalnie dla nas mogliśmy ugasić pragnienie. Obok portu przebiega Wiślana Trasa rowerowa. Pozwalamy Ajrze na pływanie i spokojnie oczekujemy na nadejście burzy, bowiem ciemne chmury od dłuższego czasu kotłują się nad nami. Kapitan odkrywa dawno zapomniany prysznic zewnętrzny i co rusz urządza prysznic na trapie. Burza nadchodzi o 17.40. Jest gwałtowna zgodnie z zapowiedziami ale łódka jest dobrze zacumowana i bezpieczna. Jutro Gdańsk!

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *