08.09.2025
Germersheim – Mainz: odległość 113 km, czas 9 h, śluz brak.
Sprawdzamy akumulatory, oględziny wypadają pomyślnie więc ruszamy w drogę. Przyczyną nieszczęścia okazał się włączony szperacz, który przez 24 godziny oświetlał intensywnie wszystko przed nami.
Płyniemy z prędkością 14-15 km/h. Szerokość Renu wynosi około 300 m, głębokość między 4 a 9 m. Ten odcinek jest bardzo trudny nawigacyjnie ponieważ szerokość toru wodnego jest zmienna, czasem nie przekracza 100 m, prąd rzeki jest silny i panuje bardzo duży ruch komercyjny. Momentami mijają nas w przeciwną stronę dwie ścigające się barki, za nimi pędzi trzecia a za rufą zbliża się z tyłu kolejna.
W miejscach, gdzie jest zwężenie barki wytwarzają wysokie fale sięgające 1,5 m. Dziób Hooka prawie zanurza się w nurcie a woda przelewa się przez pokład. Na szczęście nie dzieje się tak za często. Zważywszy na stałe dostawy deszczu nawigowanie wymaga od kapitana dużej koncentracji a od majtka odwagi. Niewątpliwie Ren jest najbardziej wymagającą z rzek, którymi płynęliśmy.
Nabrzeża Renu są bardzo przemysłowe, co rusz mijamy fabryki i elektrownie. Na trasie w okolicach 480 km mamy w bocznym kanale nawodną stację benzynową więc podpływamy aby nakarmić Hooka. Jest to „filia” zlokalizowanej na nabrzeżu tradycyjnej stacji, niestety dystrybutor 95 jest zepsuty. W ruch zatem idą kanistry bo skoro już zacumowaliśmy to szkoda straconego czasu.
Portów w Mainz jest kilka ale my wybieramy Yacht Club Mainz z uwagi na jego lokalizację. Basen położony jest tuż naprzeciwko wejścia na Man więc unikniemy dzięki temu jutro rano płynięcia pod prąd. Udaje nam się zająć ostatnie wolne wolne miejsce. Port jest klubowy i miejsca dla gości oznaczane są przez właścicieli zielonymi tabliczkami informującymi jak długo dana keja będzie wolna. Wejście chronione jest dwoma bramkami na kod. Na budynku klubu znajduje się skrzynka z kopertami, w których umieszcza się opłatę jest też podany kod do elektronicznych zamków.
Mimo późnej pory ruszmy na spacer – starówka oddalona jest od portu o jakieś 15-20 minut spacerem. Promenada nad Renem jest pięknie zagospodarowana, są ławki, ścieżki rowerowe, ekspozycja rzeźb, miejsca na ogniska i sporo restauracji.
Najważniejszym zabytkiem jest katedra św. Marcina, będąca miejscem koronacji cesarzy. Zbudowana z czerwonego piaskowca wyróżnia się na tle pozostałych budynków.
Wokół jest mnóstwo kolorowych kamienic, restauracji i sklepów.
Na kolację pałaszujemy lokalny przysmak: szpecle z szynką, jakiem i serem.
Nad naszym niebem stale przelatują ogromne samoloty – 50 km od Mainz znajduje się największe niemieckie lotnisko we Frankfurcie. Średnio obsługuje 1300 samolotów na dobę!
Renem przepłynęliśmy ponad 330 km. Jutro z samego rana wpływamy na Man, który jest bardziej uregulowany a jego nurt jest wolniejszy niż Renu.
I jeszcze małe podsumowanie Francji. Spędziliśmy w niej 99 dni z czego 33 były wolne od pływania i przeznaczone na relaks. Przepłynęliśmy 2814 km czyli niemalże jedną trzecią długości wód śródlądowych Francji w czasie 471 motogodzin, z czego 159 spędziliśmy na śluzach. Pokonaliśmy 550 śluz, 6 tuneli i 4 mosty zwodzone. Spaliliśmy 1690 l benzyny utrzymując średnie spalanie na poziomie 4,5l/motogodzinę i średnią prędkość 8,5 km/h.
Płynęliśmy największymi rzekami Francji: Sekwaną, Marną, Rodanem i Saoną. Przepłynęliśmy cztery najważniejsze i najstarsze kanały francuskie: Ardeński, Burgundzki, Du Midi i kanał Rodan – Ren, który bardzo mile nas zaskoczył. Z powodu niskiego poziomu wody na kanale Vogezów, którym mieliśmy dopłynąć do Mozeli a potem do Koblencji i Renu musieliśmy zmienić plany i właśnie nim dopłynąć do Renu. Ale dzięki temu byliśmy w Strasburgu, który na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
Francuzi są generalnie bardzo sympatyczni i uczynni. Różnie bywa z angielskim ale zawsze jakoś udało się porozumieć. Zobaczyliśmy duże miasta i małe wioski. Wrażenie robi niezliczona ilość zamków i pałaców zachowanych w doskonałym stanie oraz średniowieczne uliczki w małych miasteczkach. Troszkę gorzej dla nas było w restauracjach bo nie jemy owoców morza a poza nimi chyba nie bardzo Francuzom w kuchni się udaje. Ale wino było przepyszne.
