06.07.2025

Jedziemy na wycieczkę do Dijon oddalonego o jakieś 50 km – miasta, które wszystkim kojarzy się z musztardą choć dzisiaj większość produkcji odbywa się poza miastem. Oryginalna musztarda nie ma chronionej nazwy pochodzenia tylko samą recepturę. W dawnych wiekach miasto było centrum Księstwa Burgundii, a książęta burgundzcy byli bogatsi i bardziej wpływowi niż królowie Francji.

Do miasteczka docieramy autostradą, która na tym odcinku jest bezpłatna. Parkingi w niedziele są zwolnione z opłat a znalezienie miejsca w centrum nie należy do łatwych zadań. Zaczynamy od Pałacu Książąt Burgundii. Rozbudowywany od XIV w. stanowił piękną i luksusową rezydencję. Po przyłączeniu Burgundii do Francji stał się siedzibą administracji królewskiej. Cudem nie spłonął w czasie rewolucji a od totalnego zniszczenia uratowali go mieszkańcy przekształcając w instytucje publiczne. Górująca nad pałacem wieża Philippe to miejsce gdzie książęta z dumą podziwiali swoje włości.

Plac de la Liberation przed pałacem to miejsce spotkań mieszkańców, mnóstwo tutaj kawiarni i restauracji. Na placu odbywają się festiwale, koncerty a także różnego rodzaju wydarzenia przyciągające turystów. Charakterystyczne są na placu fontanny.

Na naszej liście mamy kolejno Katedrę Notre Dame, która słynie z oryginalnej fasady ozdobionej figurami 51 rzygaczy. Wewnątrz znajduje się figurka Maryi z Dzieciątkiem, którą czczono w Dijon od wieków. Figura została uznana za cudowną podczas oblężenia Dijon przez Szwedów w 1636 r. – mieszkańcy wymodlili przy niej ocalenie miasta.

Dzwonnica na wieży ma specjalny mechanizm zegara – figurę uderzającą w dzwon. Sówka znajdująca się na bocznej ścianie kościoła to amulet miasta. Należy pogłaskać ją lewą ręką, pomyśleć życzenie i gotowe. Co oczywiście uczyniliśmy. W Dijon istnieje specjalna „sowia ścieżka”, za pomocą której można odkrywać zabytki miasta. Mapę można pobrać w informacji turystycznej albo korzystać ze zdobyczy techniki i pobrać na telefon.

Łapiemy chwile oddechu na uroczym skwerze za pałacem i ruszamy do Opery. Budynek powstał w 1810 r. i przetrwał wszystkie wojny bez zniszczeń. Posiada 600 miejsc siedzących i jest jednym z ważniejszych ośrodków operowych we Francji. Z pewnością piękny ale w większości zasłonięty przez reklamy. Szkoda.

Tuż obok Opery stoi kościół Saint Etinette, w którym prezentowane są rzeźby słynnego artysty z Dijon oraz kościół św. Michała, gdzie znajdują się relikwie św. Elżbiety od Trójcy – francuskiej pianistki, pisarki, karmelitanki bosej z Dijon, która zmarła w wieku 26 lat. Fasada kościoła uznawana jest za jedną z najpiękniejszych we Francji.

Uliczkę Amiral Roussin należy obowiązkowo przejść bo jest po prostu urocza.

Katedrę Saint-Bénigne w Dijon oglądamy tylko z zewnątrz bowiem wszystkie furty są pozamykane. Rozczarowani jesteśmy nie tylko my ale liczni turyści również.

Tuz obok katedry znajduje się malutki kościół Saint Philbert’s Church. Opuszczony po rewolucji był kolejno stajnią i magazynem soli. W latach 70 przeszedł remont i stał się ośrodkiem kultury jednak erozja kamienia spowodowała konieczność zamknięcia go. Dzisiaj otwierany jest tylko latem więc szczęście nas nie opuszcza. Dla mieszkańców Dijon to bardzo ważne miejsce bowiem to tutaj burmistrz od dawien dawna ogłasza początek winobrania.

Z chwilą kiedy docieramy na parking spadają pierwsze krople deszczu. Jedziemy jeszcze do sławnej winiarskiej wioski Gevrey-Chambertin ale niestety oglądamy ją tylko zza szyb samochodu bo coraz mocniej pada. Produkowane są tutaj jedne z najbardziej prestiżowych win w Burgundii, słynie z aż 9 Grand Cru. W Burgundii jakość win klasyfikuje się według konkretnej działki a nie całej winnicy. Są cztery klasy jakości: Grand Cru, Premier Cru, Village i Regional. W Gavrey jest aż 9 „cudownych” działek – to bardzo dużo. Wina z nich kosztują nawet 1000 e za butelkę. Winko Chambertin było ulubionym trunkiem Napoleona i spożywał je codziennie do obiadu

Klasycznie w miejscu pełnym restauracji nie udało nam się nic zjeść. Serwują Francuzi miłe dla podniebienia rzeczy tak do godziny 13 więc dla nas za wcześnie zaś w czasie naszej pory obiadowej można zjeść i owszem jajeczko w majonezie, bagietkę z muszelkami, pasztecik malutki… Jak tylko wpłyniemy do Niemiec (o ile to nastąpi ) zjemy natychmiast pyszny schweine kotlecik.

Wyraźne ochłodzenie.. tęsknimy za słońcem. To nic, że potem będziemy umierać z gorąca.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *