4 lipca 2024 r.
Płyniemy spokojnie rzeką Elbląg, głębokość toru wodnego wynosi 1,5 m szerokość 20 – 30m. Najpiękniejszy odcinek dzisiejszej trasy to oczywiście jezioro Drużno a my mamy dużo szczęścia bo po raz drugi kiedy tędy płyniemy dopisuje nam piękna pogoda i możemy podziwiać te cuda. Na całym tym odcinku trzeba płynąć ściśle torem bo w innym wypadku śruba zapcha się momentalnie.
Przed pochylnią Całuny szerokość kanału wynosi zaledwie 15 m, mijanie się tutaj ze statkiem pasażerskim może być trudne. Odcinek do pierwszej pochylni pokonujemy w 2,5 godziny. Od strony Elbląga początek przeprawy wygląda nieco inaczej niż poprzednio. Podpływamy do pomostu po lewej stronie – mamy czerwone światło. Tu należy zadzwonić i zgłosić przeprawę bowiem na dole nie ma nikogo z obsługi. Pracownik informuje nas, że mamy wpłynąć na górną stację, zatrzymać się przy pomoście do cumowania po lewej stronie i uiścić opłatę 47zł za 5 pochylni. Pyta nas również, czy już płynęliśmy pochylniami i czy wiemy jak to zrobić. Dostajemy zielone światło i pakujemy się na wózek. Ten jako pierwszy jest wysoki więc musimy bardzo ostrożnie położyć łódź aby nie opadła gwałtownie przy wypływaniu z wody. Mimo, iż zabezpieczyliśmy rzeczy na łodzi po pokonaniu pierwszej pochylni wewnątrz panuje niezły rozgardiasz. Docieramy na górną stację i dokonujemy płatności.
Czekając na zielone światło należy kontrolować dwa słupy sygnalizacyjne bowiem mamy dwa tory i wózek może być raz na jednym torze raz na drugim. Wózki na kolejnych 3 są niższe i cała przeprawa idzie nam naprawdę sprawnie. Walić w gong należy z całych sił bowiem przy wietrze górna stacja nie zawsze go słyszy. Nie musimy nigdzie przepuszczać białej floty więc przemieszczamy się od pochylni do pochylni. Wózek w Buczyńcu jest najwyższy, do tego stopnia, że nie da się nie niego wdrapać z trapu ani z bury. Majtek daje radę z dziobu. Udaje się sprawnie położyć łódkę i mamy sukces. Poszło szybko, sprawnie i bez strat. Po drodze minęliśmy 4 statki białej floty. To teraz jak już jesteśmy tacy mądrzy prezentujemy naszą hook’ową instrukcję przejścia przez pochylnie dla jachtu motorowego (nie płaskodennego):
Przed wejście na pochylnię należy zabezpieczyć wszystkie przedmioty na łodzi i pokładzie
-
Po wpłynięciu na wózek należy podnieść silnik
-
W przypadku dużych łodzi takich jak nasza na wózku mieszczą się tylko dwie. Wyznacznikiem prawidłowego ustawienia łódki są żółte haki na środku i tak jacht z przodu musi być ustawiony tak, by koniec rufy był jakiś metr przed hakiem, a jacht z tyłu miał dziób pół metra za hakiem. Trzeba pamiętać, że podłoga wozu pod wodą jest dłuższa niż kładka, w pochylniach krańcowych wystaje 3,5m za chodnik a w środkowych ok 1,5m. Jeżeli jesteśmy sami najbezpieczniej ustawić się na końcu wózka.
-
Cumy mocujemy nabiegowo
-
Dajemy sygnał w gong – walimy solidnie, młotki wymieniają bez problemu
-
Gdy wózek zacznie ruszać pilnujemy by łódka nie poszła do tyłu i delikatnie odsuwamy ją od chodnika tak by znalazła się na środku wózka
-
W momencie gdy jacht zacznie się kłaść pozwalamy ma na to delikatnie popuszczając cumy.
-
Po posadowieniu łódki mocujemy liny do barierek wózka
-
Przy zjeżdżaniu do wody pilnujemy by łódka nie poszła do przodu, podciągamy ją cumami gdy wstaje, pilnujemy odległości od chodnika.
Cała przeprawa zajęła nam 2,5 godziny a odcinek z Elbląga do Buczyńca łącznie 5 godzin. Tym razem byliśmy na miejscu o 14 więc udało nam się zjeść obiad w barze oraz zwiedzić Izbę Historii Kanału Elbląskiego (otwarte do 17). Na zwiedzanie Izby trzeba poświecić minimum 40 minut z czego 10 minut to projekcja filmu. Pokonując odcinek 9,7 km wznieśliśmy się 100 m w górę. Gdyby nie budowa pochylni aby pokonać tą różnicę wzniesień musielibyśmy się 30 razy prześluzować. Cała koncepcja jest naprawdę genialna!
Na noc stanęliśmy przy pomoście za pochylniami ale wcześniej potwierdziliśmy to z obsługą w maszynowni. Mamy prąd (bez opłat), wodę zatankowaliśmy rankiem w Elblągu. Dziś bardzo ważne mecze ale z sygnałem TV nie jest tu najlepiej i bywają momenty, gdy mocno przerywa nadawanie. Internetu nie ma, sygnał z sieci komórkowej znikomy. Kapitan cierpliwy, dał radę z antena ustawioną na zewnątrz. Nie trafił w wyniki. Francja i Hiszpania górą. Podsumowując ten odcinek naszego rejsu: pochylnie są unikatowym zabytkiem i trzeba je zobaczyć choć raz w życiu. Nie mamy poczucia, że musimy to powtórzyć jeszcze raz. Płynąc kanałem podróżuje się wolno, jest czas na obserwację przyrody. Bogactwo przyrody na jeziorze Dróżno wprawia w osłupienie i nie da się tego zobaczyć z lądu.
Ciekawostki o których dzisiaj się dowiedzieliśmy: moment zetknięcia się z wodą przewożonego statku był newralgiczny bowiem wejście dziobu w wodę podczas gdy rufa nadal pozostaje na wozie często powodowało złamanie łodzi. Tak było na pochylniach Morris w Stanach Zjednoczonych. Steenke zastosował u nas specjalny układ podwójnych szyn pod wodą i podwójnych obręczy jezdnych na kołach, które poziomowały łódź przed wjazdem do wody.
Kanał Elbląski ma 151 km i jest najdłuższym kanałem żeglownym w Polsce. Co roku z rejsów turystycznych korzysta ok 60 tyś pasażerów. Kanał jest unikatowym w skali świata zabytkiem hydrotechniki. Budowa kanału była droższa o 10% od kosztów budowy wieży Eiffela. I jeszcze takie małe kompendium wiedzy, które otrzymaliśmy w maszynowni.
We wszystkich tych miejscach byliśmy!








