21-22.04.2025

Podjęcie Hook’a z wody i załadunek na naczepę w Bogaczewie poszło w tym roku wyjątkowo sprawnie. Cała operacja zajęła nam godzinę. Od teraz podróżujemy osobno: my pociągiem a łódź na naczepie samochodowej. Spotkamy się we wtorkowy poranek w szczecińskim Centrum Żeglarstwa.

Podróż pociągiem – łatwo powiedzieć trudniej wykonać w naszych realiach. Od kilku lat trwa remont trakcji kolejowej w Giżycku i w związku z tym nie funkcjonują u nas żadne połączenia kolejowe do Olsztyna a jedynie komunikacja zastępcza, która niezbyt chętnie podejmuje się przewożenia psich pasażerów. Z opresji ratuje nas Jarek, który w drodze powrotnej na Śląsk zawozi naszą trójkę na olsztyński dworzec. Mamy drugi dzień świąt wielkanocnych, na dworcu stawiamy się o 12.30, jest upalnie. Podróżujemy pierwszą klasą, dzięki czemu Ajra ma więcej miejsca. Bilety zakupiliśmy dwa tygodnie wcześniej i kosztowały nas odpowiednio:

-kapitan: 181,90 zł (zniżka seniorska 🙂 )

-majtek: 197,10 zł

-pies podróżnik: 15,20 zł

Trasę 536 km pociąg Gryf pokonuje w 7,5 godziny. Na tak długim odcinku skład nie ma wagonu restauracyjnego więc pozostajemy na kanapkowym wikcie. Ajra w przeciwieństwie do nas (nam się dłuży baaardzo) znosi podróż wyjątkowo dobrze a jest to jej pierwszy przejazd koleją. Obawialiśmy się nieco reakcji pasażerów na jej obecność w przedziale ale kudłata jak zwykle urzekła wszystkich a już najbardziej panią konduktor. W Szczecinie Dąbiu lądujemy o 21.24 i kiedy my próbujemy znaleźć transport do hotelu, Hook stoi już sobie spokojnie w porcie. Największa szczecińska taksówkowa korporacja nie jest przyjazna zwierzakom i odmawia nam transportu ale na szczęście możemy liczyć na Bolta Pets . Jeszcze tylko wieczorny spacer i udajemy się na zasłużony odpoczynek.

Centrum Żeglarskie w którym będziemy rozpoczynali podróż dysponuje bazą hotelową jednakże kategorycznie odmówili nam noclegu z psem, mimo iż zaoferowaliśmy złożenie zacnej kwoty kaucji na poczet potencjalnych zniszczeń jakich mogłaby dokonać Ajra ( nadmienimy, że w całym swoim psim życiu będąc szczeniakiem zniszczyła jeden klapek i czapkę z daszkiem). Korzystamy więc z gościnności Hotelu Bończa oddalonego o 2,5 km od portu.

We wtorkowy poranek nie ma czasu na lenistwo – o 8 rano musimy być w porcie. Wodowanie odbywa się za pomocą suwnicy i w naszym mniemaniu jest to najdłuższe wodowanie w naszej historii. Cała operacja zajęła nam aż 2 godziny! Mimo drobnych perturbacji jacht udało się bez żadnych szkód zrzucić na wodę i tak oto zaczynamy wodną przygodę.

Po niezbędnych czynnościach związanych z przygotowaniem Hooka do rejsu, zgodnie z planem o godzinie 15 ruszamy w stronę Gryfina. Wnętrze łodzi nie wygląda zbyt dobrze, osoby z zamiłowaniem do porządku (czyli majtek) mogą odczuwać duży dyskomfort. Prace związane z urządzeniem części hotelowej zostają przełożone na kolejne dni.

Dystans pomiędzy Szczecinem Dąbie a Gryfinem wynosi 20 km i pokonujemy go w czasie 3 godzin. Płyniemy Regalicą a następnie Odrą Wschodnią. Szerokość toru wynosi ok 120-150 m, głębokość 8 m. Możemy się cieszyć niczym niezakłóconymi widokami bowiem po drodze mijamy tylko jedną malutką łódkę rybacką.

W Gryfinie zatrzymujemy się przy miejskim nabrzeżu. To nowy kompleks umożliwiający cumowanie longside na odcinku 150 m. Jest prąd, woda, nowe sanitariaty i całe nabrzeże tylko dla nas. Za ten luksus trzeba jednak odpowiednio zapłacić:

-postój: 40 zł

-prąd: 50 zł! (podejrzewamy jest super ekologiczny i wyprodukowano go z zachowaniem wszystkich najwyższych norm europejskich)

-woda i sanitariaty w cenie.

Doskwiera nam brak ciepłego posiłku więc ruszamy w miasto w poszukiwaniu poleconej przez bosmana Binh Azja Food (google jest zgodne z bosmanem). Jedzenie jest wyborne! Porcja, która kosztuje 28 zł jest w stanie zaspokoić głód dwóch dorosłych osób. Zamawiamy jeszcze dodatkową porcję na wynos i tym sposobem mamy „ugotowany” obiad na jutrzejszy dzień. Istny Masterchef z tego majtka 🙂

Obok gryfińskiego nabrzeża portowego znajduje się niezwykły stalowy most, który łączy nie tylko brzegi rzeki ale także przeszłość z teraźniejszością. Zbudowano go w latach 50 XX wieku na miejscu dawnego, zniszczonego w 1945r. W jego centralnej część widać dawny mechanizm zwodzony – dziś już nieczynny, ale przypomina czasy, gdy po Odrze pływały duże jednostki. Stalowa kratownica i łukowa konstrukcja sprawiają, że jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych mostów w regionie!

.

I jeszcze kilka słów o internetach. Zakupiliśmy specjalnie na ten wyjazd Starlinka mini bowiem wydaje nam się, że jest to najbardziej optymalne dla nas rozwiązanie. Abonament miesięczny „w drodze” bez ograniczeń kosztuje 450 zł i jak na razie działa bez zarzutu. Dla bezproblemowego działania w czasie rejsu konieczne było zamontowanie konwertera. Jak na razie działa bez zarzutu.

Dobranoc.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *